Kocham Cię

Kocham Cię na swój specyficzny sposób,
kocham z wyboru
kocham bo chcę
kocham bo jesteś tego warta.
Ale muszę to robić w ten
a nie inny sposób.
Muszę.
A tak bardzo boję się
na idiotę wyjść.

Czemu mi nic o nim nie powiedziałaś?
Czemu mnie znów dziś olałaś?
Jak głupi myślałem ze uśmiechy na Twej twarzy
to do moich marzeń.
A teraz wiem, że to z nim popołudnie planowałaś
i do niego się uśmiechałaś.
Najgorsze jest durnia z siebie robienie,
nie wierzysz? Spróbuj, ja się chętnie zamienię.
Gdy mi ślicznie kłamałaś “zaprzeczam”
ja wierzyłem, a teraz się wściekam.
z serca chcę Cię wyrzuć
lecz boje się, że znów zaczniesz kluczyć.
Proszę, powiedz mi wprost o nim
niech moje serce już Cię nie goni.
Nie kop mnie w twarz zaprzeczaniem
tylko ulecz staraniem.
Albo wygoń precz natręta, dziada
tylko powiedz, jaka jest prawda…

Moja nadzieja

Moja nadzieja na bazarze kupiona
tandetą podszyta i ze słomy
zrobiona
15 złotych kosztowała
i w wodzie sobie stała
A teraz odwróciła się
porzuciła mnie
i wyśmiała
A jutro zwiędnie
za karę
Bo sił mi zabraknie by
chmury przegonić
i we łzach utonie

Otchłań

tam gdzie mrok pożegnał dzień,
gdzie nawet płomień duszy
gaśnie
spotkałem go
jak ja samotnie stał
i czekał.

Czerwony jak płomień,
ostry jak nóż
twardy jak stal
objął mnie
i we mnie trwał.

I szeptał w ucho złości
żal w sercu rozgościł
w usta zasączył jad
ostatnie uczucia skradł

Ból,
bo tak się nazywał
dopadł mnie
i w otchłani mroku
serce rozrywał
na kawałki.

Kto je pozszywa?

Głos

Twój głos jak muzyka,
śmiech ciepły jak promienie słońca
Odezwałaś się
a w pokoju jakby jaśniej
Do serca wlałaś nowe siły
Mógłbym tylko tego
głosu słuchać

Chmury schowały niebo…

Obudziłem się
i nie chciało mi się wstawać.
Chmury schowały niebo.
Leniwie już bez żadnej nadziei
zasiadłem w tym pokoju.
Chmury schowały niebo.
Kawa nie ma smaku,
cukier nie jest słodki.
Chmury schowały niebo.
Wstać i wyjść
deszczem zmyć pragnienia…
Chmury schowały niebo…

W samo południe

W samo południe
u brzegu Twych oczu przystanąłem
by się w nich poprzeglądać
Wiatr rzęsami zatrzepotał
z chmurami się przepychając
Marzenia strącałem
które z pluskiem spadały
pod powierzchnię
Porwane głęboko w toń,
znikały, schowane na zawsze.
I tylko dowagi by zanurkować po nie
potrzeba, a będę już wiedział
O czym marzysz teraz?

Bez Ciebie

Widziałem Cię w snach,
Widziałem piękną.
Dziś nic, prócz odbić na biurku,
porzuconego fotela,
w którym codzień mieszka Twoje Ciało…
On - fotel - odwrócił się obrażony.
Ostygł już z Twojego ciepła.
Wiem, bo rano sprawdzałem…