21:08

Ja chyba już oszalałem, albo tak mocno się zakochałem. Wściekam się o coś czego być może nie ma. Nie wiem, bo to zbyt ciężkie do uwierzenia. Siedzę w świetle żarówki i piszę i czekam. Piszę bo muszę znaleźć ujście dla emocji, a czekam, oczywiście na Ciebie. Pragnę kilku słów, które jak plaster na zbite kolano, złagodzą ból. Zetrą z policzków łzy co rzekami dwoma płyną. Słów, które zapalą na nowo nadzieję w oczach.
Lecz pomimo, że wsłuchuję się w ciszę nie słyszę nic, nic nie widzę. Sprawdzam co chwilę, może jesteś. Nie ma Cię… i co ciekawe jego też. Już zadra i ból podsuwają obrazy was dwojga, razem. Znów łzy się rozlewają, chłód ogarnia serce. Drżącymi rękoma klepię literka po literce. Słowa mi się plączą, wyrazy w rymy układają. Nie chce mi się tego formatować, bo wiersze tylko udają.
I gdzieś tam w potokach żalu, ujrzałem coś co otuchy mi dodało. Nie powiem Ci co to było, zgadnij sama. Proszę Cię, daj mi otuchy jutro, zrób to z samego rana. Nie każ mi się pałętać na krawędzi strachu, dziś o mało nie spadłem zupełnie, a nie wiem co jutro ze mną będzie.

Czemu mi nic o nim nie powiedziałaś?
Czemu mnie znów dziś olałaś?
Jak głupi myślałem ze uśmiechy na Twej twarzy
to do moich marzeń.
A teraz wiem, że to z nim popołudnie planowałaś
i do niego się uśmiechałaś.
Najgorsze jest durnia z siebie robienie,
nie wierzysz? Spróbuj, ja się chętnie zamienię.
Gdy mi ślicznie kłamałaś “zaprzeczam”
ja wierzyłem, a teraz się wściekam.
z serca chcę Cię wyrzuć
lecz boje się, że znów zaczniesz kluczyć.
Proszę, powiedz mi wprost o nim
niech moje serce już Cię nie goni.
Nie kop mnie w twarz zaprzeczaniem
tylko ulecz staraniem.
Albo wygoń precz natręta, dziada
tylko powiedz, jaka jest prawda…

Moja nadzieja

Moja nadzieja na bazarze kupiona
tandetą podszyta i ze słomy
zrobiona
15 złotych kosztowała
i w wodzie sobie stała
A teraz odwróciła się
porzuciła mnie
i wyśmiała
A jutro zwiędnie
za karę
Bo sił mi zabraknie by
chmury przegonić
i we łzach utonie

Otchłań

tam gdzie mrok pożegnał dzień,
gdzie nawet płomień duszy
gaśnie
spotkałem go
jak ja samotnie stał
i czekał.

Czerwony jak płomień,
ostry jak nóż
twardy jak stal
objął mnie
i we mnie trwał.

I szeptał w ucho złości
żal w sercu rozgościł
w usta zasączył jad
ostatnie uczucia skradł

Ból,
bo tak się nazywał
dopadł mnie
i w otchłani mroku
serce rozrywał
na kawałki.

Kto je pozszywa?

Wyszłaś…

a wraz z Tobą, przeklęty Cień G., do istnienia którego nie chcesz się przyznać i zaprzeczasz. Nie wiem jak MU się udało to co mi nie wyszło… Ale nic to, Twój wybór. Tylko po co mnie zwodziłaś? Mogłaś powiedzieć wprost o tym Cieniu. A to boli teraz o wiele bardziej niż jak byś mi sama o tym powiedziała. Mam żal do Ciebie. Wielki żal.

Idę, umrzeć dla Ciebie.