tęsknię…

znów za Tobą. Dziś wiele razy patrzyliśmy sobie w oczy i co? I nic. Wydaje mi się, że widzę w nich jakąś tajemnicę, wierzę w nadzieję dla siebie. Lecz już po sekundzie nie potrafię przegonić słów: “nie mogę ci niczego dać i nie chcę”. To jest jak zimny prysznic. Ale nie spłukuje on ze mnie pożądania i pragnień, a z Ciebie urody. Nie sprawia, że włosy Ci przestają błyszczeć, uśmiech nie czaruje, ruchy nie prowokują, a słowa nie przeszywają uszu, nie rozpalają serca. Wręcz przeciwnie. Ręce pragną Cię dotykać i pieścić a usta całować. Ramiona chciałyby Cię objąć aby wtulić do piersi tak mocno by nasze serca usłyszały się wzajemnie. Chcę wąchać zapach Twoich włosów i słuchać myśli.

Tylko, że to wszystko nie takie proste…

Po krótkiej przerwie…

Dziś rano naszła mnie nieodparta ochota, by jakoś inaczej zacząć dzień. Przyznam, że obawiałem się jak mi się to uda… Ale udało się. A nawet wyszło jeszcze lepiej.

Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo podoba mi się Twój uśmiech zakłopotania. Lubię też wyraz Twoich oczu wtedy. Wiem, że zabieram się do wszystkiego nie tak, jak tego oczekujesz, ale to czysta improwizacja. Jesteś ideałem, którego nigdy nawet nie dotknę, ale chcę byś wiedziała, że zapadłaś mi głęboko w serce.

Zasługujesz na wszystkie skarby tego świata. Wszystkie.